Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – O „Fundacji Zagrajmy”

Gry planszowe odchodzą do lamusa? Niekoniecznie! Dzięki wielu ludziom, wśród których znajdują się wolontariusze „Fundacji Zagrajmy” możemy cieszyć się niesłabnącą popularnością gier stolikowych.

Jak sami o sobie piszą:

Jesteśmy grupą zapaleńców, którzy zrobią wszystko, aby planszówki poznało jak najwięcej ludzi! Naszym celem jest propagowanie tego hobby wszędzie gdzie to możliwe, ponieważ uważamy, że gry planszowe to jeden z najfajniejszych i najbardziej rozwijających sposobów spędzania wolnego czasu.

Wolontariusze chcą wyplenić z umysłów przekonanie, że ten rodzaj rozrywki skierowany jest tylko do dzieci, oraz że chińczyk, młynek czy monopoly to są dobre tytuły.

Aby osiągnąć swój cel, Fundacja organizuje spotkania w szkołach, bibliotekach, akademikach, targach, i i domach kultury. Co czwartek możecie pograć razem w MDK nr 1 w Poznaniu (http://www.mdk1.pl/). Zapaleńcy starają się dotrzeć do jak największej liczby odbiorców – mogłeś ich spotkać podczas MTP „Hobby 2011”. Ich stoisko cieszyło się popularnością, a znalezienie wolnego miejsca przy stoliku było bardzo trudne. Posiadają wiele gier, co pozwala na większe przedsięwzięcia.

Wszystko odbywa się dzięki nieopłacanej pracy wolontariuszy, którzy dbają o rozwój dzieci, a także zapewnienie dobrej zabawy rodzinom.

Na stornie internetowej http://zagrajmy.org , która obecnie jest w budowie będziecie mogli znaleźć tłumaczenia zasad, wideorecenzje oraz informacje o następnych imprezach.

-JAnosik

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Recenzja gry Piraci: Karaibska Flota

Nasza ostatnia recenzja gry osadzonej na karaibach (Piraci 2ed.: Córka Gubernatora) skierowana była raczej do fanów gier ekonomicznych i podejścia do tematu piractwa jako fenomenu historycznego. Tymczasem nowa gra Egmontu, Piraci: Karaibska Flota na pierwszy rzut oka zdaje się być przeznaczona przede wszystkim dla młodszych graczy. Czy tak jest w rzeczywistości? Przekonajmy się!

Grę możecie kupić TUTAJ

W pudełku z grą Piraci: Karaibska Flota znajdziemy spory zestaw kart i masę żetonów (przede wszystkim dukaty o różnych nominałach, ale także wielofunkcyjne żetony floty pirackiej), jak również dwie wyrzeźbione kostki i cztery pionki hersztów pirackich. W skład talii wchodzą różnej wielkości statki, a także zestaw 15 kart specjalnych, dzięki którym będziemy mogli trochę namącić podczas rozgrywki.

A na czym sama rozgrywka polega? Przede wszystkim… na licytacji! Wraz z innymi graczami licytujemy statki pirackie okręty, starając się zebrać jak największą flotę. Oferty składamy za pomocą dukatów, które z kolei zdobywamy wyprawiając się naszymi flotami po łupy. Im potężniejsza flota – tym więcej łupów! Możemy również powiększać swoje zasoby lub utrudniać grę przeciwnikowi poprzez karty specjalne Pod koniec rozgrywki (kiedy skończą nam się już wszystkie karty) podliczamy zdobyte dukaty, wartość statków i zdobytych hersztów. Ten, kto ma najwięcej – wygrywa!

Plus: Dawno nie recenzowaliśmy gry familijnej! Piraci: Karaibska Flota to gra prosta, łatwa i przyjemna. Licytacja (jako najważniejsza część rozgrywki) jest dobrze przemyślana, a zbieranie floty i podbieranie znajomym hersztów sprawia wielką frajdę. Cieszy mnie to, że gracze wchodzą ze sobą w interakcję praktycznie bez przerwy.

Zasady są bardzo jasne, nie ma miejsca na porozumienia. Myślę, że w podobne gry do Piratów: Karaibskiej Floty można byłoby grać w kasynach. Sporo tu losowości, sporo pieniędzy bez przerwy zmieniających ręce. Dużo się dzieje, a przy tym czujemy się jak prawdziwy pirat!

Minus: Przede wszystkim trzeba zauważyć, że Piraci: Karaibska Flota to nic innego jak Boomtown (gra o wydobywaniu złota z 2004 roku) osadzone w innych realiach i przetłumaczona na język polski. Nie ma w tym nic złego (zwłaszcza, że autorzy gry pozostają ci sami), ale szkoda, że twórcy nie postarali przez tych parę lat nie postarali się o nieco udoskonaleń. O ile wyeliminowanie nielubianej przeze mnie losowości byłoby niemożliwe, grze przydałoby się więcej kart specjalnych, a i okręty mogłyby zostać nieco bardziej urozmaicone.

Mimo to sama licytacja mi się podoba i byłem w stanie przymknąć oczy na losowość ze względu na to, że to gra skierowana dla mniej doświadczonych graczy. Dlatego daję mocną czwórkę.

+Interakcja między graczami
+Zadowoli hazardzistów
+Proste zasady
+Przyjemna licytacja
-Mało urozmaicone karty
-Duża losowość

Jestem rozdarta. Chciałabym pokochać oprawę tej gry, ale twórcy wykonali parę ruchów, które mi to uniemożliwiają. Gra Piraci: Karaibska Flota wygląda tak, jakby pracowało nad nią dwóch różnych grafików: jeden odpowiedzialny za ilustracje i pionki, a drugi – za całą resztę.

Pudełko i wszystkie żetony trzymają wysoki poziom – czegoś takiego oczekuję, gdy widzę dobrze wydaną zagraniczną grę planszową. Nie mam też nic do zarzucenia czcionkom i konstrukcji kart (choć wolałabym, by mieściły się w standardowych koszulkach). Całość jest jakby trochę przerysowana, ale ma się wrażenie, że ma to jakiś głębszy cel – na przykład ułatwienie graczom rozpoznania jakichś elementów. Kostki są z nieco innej parafii (jakby wyjęte z RPG o piratach), ale w gruncie rzeczy przyjemnie się nimi rzuca. Instrukcja do gry została dobrze przygotowana – informacje potrzebne do gry podane są w przystępny, krótki i treściwy sposób. Materiały zastosowane do wykonania całości stoją na wysokim poziomie.

Z drugiej strony mamy ilustracje utrzymane w bajkowo-komiksowo-photoshopowym klimacie, jakby wyjęte zostały z nowoczesnej (w niekoniecznie dobrym tego słowa znaczeniu) książeczki dla dzieci. Jedne są całkiem przyjemne, inne dziwaczne, a jeszcze inne – po prostu brzydkie. Koniec końców – mamy piratów na kartach specjalnych, mamy statki (zresztą obrazek każdego z nich powtarza się kilka razy), ale wykonanie obrazków nie pasuje do pozostałych elementów. A szkoda. Najgorzej wyszły autorom pionki hersztów. Wyglądają, jakby zostały zrobione na ostatnią chwilę metodą kopiuj-wklej z karty specjalnej „Bunt Załogi”. Co gorsza, wybrany został najgorzej narysowany pirat. Nie wiem, co kierowało autorami podczas przygotowywania pionków. O wiele bardziej wolę te drewniane z Boomtown.

W rezultacie Piraci: Karaibska Flota to produkt wykonany nierówno. Liczę na to, że w przyszłości Egmont zawalczy o dopracowanie swoich produkcji pod względem graficznym.

+Pięknie wykonane pudełko, żetony i oprawa kart
+Dobrze przygotowana instrukcja
-Ilustracje kart są z innej bajki
-Szkaradne pionki hersztów

Piraci: Karaibska Flota ma szansę zająć miejsce takich gier jak Cluedo, Ryzyko, czy Eurobiznes. To prosta, ale emocjonująca gra dla wszystkich, którzy chcieliby miło spędzić czas w towarzystwie najbliższych i oderwać się na chwilę od (w zależności od miesiąca) świątecznego obiadu, oglądania nudnych programów w TV lub rozmów o wujku Tadku i cioci Kloci.  Można też zabrać ją na imprezę, na której nie ma czasu tłumaczyć zawiłych reguł – a prawie każdy przecież sprzedał kiedyś coś na Allegro.

Gra nie jest ani za długa, ani za krótka. Zasady bez większego problemu zrozumieją młodsi i starsi gracze. Nie trzeba dużo czytać, wystarczy umieć (jako tako) liczyć.

Piraci: Karaibska Flota może nie spodobać się starym wyjadaczom i wilkom morskim ze względu na małą złożoność, ale nie mogę uznać tego za minus – takich gier też potrzebujemy!

+Dobry czas rozgrywki
+Idealna do gry w gronie rodzinnym lub na imprezę
+Nie wymaga wiele od graczy – łatwo się jej nauczyć

Grę możecie kupić TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Recenzja gry karcianej Top-A-Top

Imprezy nie rozkręcają się same. Na pewno wiele razy zdarzyło Wam się, że siedzieliście ze znajomymi, nie widząc do końca, co ze sobą zrobić. A przecież miało być zabawnie! Na szczęście z takich sytuacji zawsze jest jakieś wyjście – na przykład imprezowe gry towarzyskie. Tym razem na ratunek imprezowiczom przybyła Kuźnia Gier ze swoją nietypową grą karcianą Top-A-Top.

Grę możecie kupić TUTAJ.

W cylindrycznym pudełku z grą (przypominającym trochę opakowanie chipsów Pringles) znajdziemy 90 okrągłych krążków z charakterystycznymi ilustracjami. Każdy z graczy otrzymuje kilka z nich. Następnie po kolei gracze odsłaniają po jednej karcie (krążku?), na co wszyscy pozostali muszą odpowiednio zareagować. Widzisz żołnierza? Zasalutuj. Widzisz dziewczynkę z trąbką? Udaj, że trąbisz. Spóźnialscy i ci, którzy popełnią błąd zbierają wyłożone karty. Wygrywa ten, kto pierwszy pozbędzie się wszystkich krążków.

Plus: Na początku gra wydawała mi się bardzo prosta i trochę przerażała mnie konieczność zapamiętania wszystkich obrazków, ale już po chwili moje wątpliwości się rozwiały. Po pierwsze, w Top-A-Top mamy trzy poziomy trudności, więc nie ma problemu z wprowadzaniem nowych graczy – mniejszy stopień trudności oznacza mniej rodzajów krążków. Po drugie, prostota tej gry jest jej wielką zaletą – bardzo łatwo jest wytłumaczyć w parę minut wszystkie zasady bez konieczności odnoszenia się do instrukcji. To bardzo ważne na imprezach!

Zauważyłem, że najlepiej gra się z grupą, która na tyle dobrze opanowała reakcje na obrazki, że sama przyspiesza tempo rozgrywki. Kiedy stawka jest duża (na stole leży już wiele kart), rośnie też presja na uczestników – i kiedy ktoś się pomyli, cała grupa wybucha śmiechem. A o pomyłkę jest w Top-A-Top całkiem łatwo – niektóre karty różnią się od innych tylko małym szczegółem.

Minus: Myślę, że Plus ma rację – można sobie pozwolić na szybką rundkę na dobry początek imprezy, ale mechanika gry jest zbyt prosta na dłuższą rozgrywkę. Z drugiej strony nowi gracze potrzebują trochę czasu, by opanować wszystkie karty, więc rozgrywka nabiera tempa dopiero po jakimś czasie.

W zasadach gry są pewne luki, które warto byłoby uzupełnić. Często ciężko jest ocenić, czy ktoś zrobił coś „natychmiast”, czy „szybko”. W każdej grupie zdarzy się gracz, który nie będzie chciał się przyznać do błędu. Nie wiadomo też, komu oddać jeden krążek, jeśli wiele osób popełniło błąd, a wszyscy mają równą ilość kart. No i… do czego służy Joker? Jak na tak prostą grę, w instrukcji brakuje sporo informacji i trzeba sobie co nieco czasem „dopowiedzieć”. Reguły nie są ścisłe, a dla mnie to zawsze spory minus.

+Zasady da się błyskawicznie wytłumaczyć
+Szybka gra potrafi być emocjonująca
+Karty są dobrze przemyślane – łatwo o pomyłkę, a o to w tej grze chodzi
-Mało ścisłe zasady
-Nie wszystko jest wytłumaczone w instrukcji

Łatwo jest zaszufladkować Top-A-Top jako grę przeznaczoną tylko i wyłącznie dla dzieci. Na pudełku wita nas dziwaczny (i nieco przerażający) chłopaczek rodem z Cartoon Network. Podobnie jest z samymi krążkami. Są kolorowe, utrzymane w podobnym charakterze, trochę czasem niesmaczne (jak żarty w niektórych bajkach dla dzieci), ale może właśnie dzięki temu specyficznemu charakterowi stają się czytelne i wyraziste.

Nietypowe opakowanie Top-A-Top może i nie wpasuje się na półkę każdego kolekcjonera gier planszowych, ale nie można zarzucić mu braku oryginalności. Podobnie jest z okrągłymi „kartami”, które kojarzą mi się z tzw. „tazo”, które były popularne w latach 90. Punkty za inwencję!

Instrukcja jest prosta, napisana dobrym językiem – a może raczej – językami, bo jak każda gra spod młotka kowala z Kuźni Gier – jest dostępna po polsku i po angielsku. To dla mnie zawsze duży plus!

 +Wielojęzyczna instrukcja
+Oryginalny wygląd pudełka i kart
+Karty utrzymane w jednolitym charakterze
-Oprawa może zniechęcać starszych graczy

Top-A-Top to gra skierowana przede wszystkim do młodszych graczy – na pewno będzie stanowiła ciekawą odmianę na imprezach urodzinowych, a dzieciaki będą się przy niej dobrze bawić. Wbrew pozorom, ta „karcianka” może rozruszać też nieco starsze towarzystwo licealno-studenckie.

Autorzy Top-A-Top nie kłamią – ta nietypowa gra to dobry sposób na rozkręcenie imprezy i przełamanie pierwszych lodów. Przyjemnie jest rozegrać dwie – trzy szybkie partie. Potem gra może stać się już troszkę nużąca, dlatego warto ją odpowiednio dawkować.

Najważniejsze, by nie podchodzić do niej zbyt poważnie, a wszelkie wątpliwości i niejasności rozwiązywać we własnym gronie, z humorem. Jeśli tylko posłuchacie tej rady, mogę Was zapewnić, że nawet najgorszy mruk uśmiechnie się, kiedy zamiast klepnąć kartę muchy, chwyci się za nos.

+Szybka, łatwa i przyjemna
+Spełnia swoją funkcję – pozwala rozkręcić imprezę
-Kilka szybkich partii w zupełności wystarcza

Grę możecie kupić TUTAJ.

Dziękujemy wydawnictwu Kuźnia Gier za przesłanie egzemplarza gry do recenzji.

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Recenzja gry Pirates 2ed.: Córka Gubernatora (Governor’s Daughter)

Fanów piractwa w Polsce na pewno nie ubywa – i nie mówimy tu tylko o nielegalnym oprogramowaniu. Dzięki serii Piraci z Karaibów statki spod znaku trupiej czaszki raz jeszcze nabrały wiatru w żagle. Czy Pirates 2 ed.: Córka Gubernatora spełnia oczekiwania fanów rumu i poszukiwaczy skrzyni umrzyka? Przekonajmy się!

Grę możecie kupić TUTAJ.


Zadanie, jakie zostaje przed nami postawione w grze Pirates 2 ed.: Córka Gubernatora nie należy do najłatwiejszych. Musimy wyzwolić tytułową białogłowę z rąk nikczemnego porywacza, Straszliwego Pirata Robertsa, który przy okazji sieje postrach na karaibskich morzach (brzmi znajomo?). Aby go odnaleźć, będziemy musieli zdobyć dwie części mapy, która wskazuje jego kryjówkę – a jak każdy pirat wie, tego rodzaju informacje potrafią być bardzo kosztowne. Jak zdobyć zatem gotówkę? Chociażby poprzez obrabianie statków handlowych i sprzedawanie zdobytych rarytasów po zawyżonych cenach. Jeśli chcemy, możemy też zaatakować fort lub pobawić się w korsarza i zatopić inny (zbłąkany) statek piracki grasujący na naszych wodach.

Za wykonywanie rozmaitych czynności otrzymamy także Punkty Chwały, które mogą nam się przydać w ostatecznej konfrontacji z Robertsem, naszym nemesis. Aby odzyskać córkę gubernatora, musimy ją wykupić (uzbierawszy wcześniej odpowiednią, okrągłą sumkę), albo zastraszyć jej porywacza (w tym przypadku liczą się wymienione przed chwilą Punkty Chwały).
Co znajdziemy w pudełku z grą? Instrukcję, sporej wielkości planszę, cztery karty postaci, w które się wcielimy, kilkadziesiąt żetonów i ponad sto drewnianych znaczników, a także karty przygody, które pomogą nam szybciej się dorobić lub przysłużą się w walkach z innymi statkami.

Plus: Ahoy there maties! Jako miłośnik Jacka Sparrowa praktycznie rzuciłem się na pudełko z wielką trupią czachą i statkami strzelającymi z armat. Kiedy zacząłem czytać instrukcję, zorientowałem się, że to, co jest na okładce tylko połowicznie oddaje to, z czym przyjdzie nam się mierzyć. Musicie wiedzieć, że Pirates 2 ed.: Córka Gubernatora to w sporej części gra ekonomiczna, polegająca na kupowaniu surowców i sprzedawaniu ich za większą stawkę na innej wyspie.

Na szczęście w Pirates nie zabraknie grabienia, łupienia i picia rumu. Walki z innymi statkami są szybkie i ekscytujące. Przyjemnie jest też zarabiać pieniądze na sprzedaży dóbr, które mamy w ładowni. Spodobała mi się też możliwość uszkodzenia i naprawy statku.

Mimo to wydaje mi się, że grze Pirates 2 ed.: Córka Gubernatora przydałoby się trochę więcej plusów. Gra oferuje interesujące rozwiązania, ale rzadko wykorzystuje potencjał w nich zawarty. Gra w Pirates jest przyjemna, ale mechanikę rozgrywki warto by było jeszcze bardziej udoskonalić. Dlatego też jestem zmuszony dać tylko 4 punkty.

Minus: Kiedy Plusowi ciężko jest znaleźć plusy, to wiedzcie, że coś się dzieje. Walki statków może i są dobrze zrealizowane, ale wolałbym, żeby twórcy skupili się bardziej na tym elemencie, niż na sprzedawaniu bawełny i wyciąganiu jej z magazynu. Twórcy mocno zaryzykowali, stawiając na ukazanie życia pirata w realistyczny sposób. Moim zdaniem sztuka ta im się nie udała.

Model ekonomiczny jest interesujący, ale przy dłuższej grze łatwo się zorientować, że surowców na mapie jest bez liku, plantacje już nic nie produkują, a gracze gubią się w tym chaosie (i dostatku – kapitan Roberts praktycznie nie ma szans na wygranie gry). A chaos w grze planszowej nigdy nie jest rzeczą przyjemną.

Daję grze 3 punkty tylko dlatego, że autorzy byli na tyle odważni, by spróbować pchnąć temat piratów w nieco poważniejszym kierunku.

+Przyjemne bitwy między statkami
+Przyzwoicie rozwiązany aspekt ekonomiczny
-Mechanika rozgrywki psuje się pod koniec
-Walka mogłaby być bardziej rozbudowana

Moi koledzy nie są zachwyceni grą, ale postaram się ją obronić. Pierwszą rzeczą, która mi się naprawdę podoba jest wielojęzyczna instrukcja (i karty). To rozwiązanie godne XXI wieku. Cieszę się, że wydawcy otwierają się na rynki zagraniczne, a jednocześnie umożliwiają grę z osobami z zagranicy.

Karty postaci są duże, ale za to bardzo ładnie wykonane. Wiadomo, co gdzie się znajduje, a wizerunki bohaterów dodają grze klimatu. Plansza może nie jest najpiękniejsza, ale nie bolą od niej oczy – na pewno spełnia swoją funkcję (no i jest solidnie wykonana). Podobają mi się również żetony – są czytelne i estetyczne. Poza tym nie ukrywam, że jestem fanką drewnianych znaczników, więc za ich dużą ilość należy się autorom kolejny plus. W instrukcji znalazłam kilka niejasności – a szkoda, bo kusi dużą ilością ilustracji i pokazuje elementy gry na przykładach.

Na kartach przygód nie ma za wiele miejsca na obrazki (ze względu na instrukcje w dwóch językach). A szkoda! Chętnie zobaczyłabym brodatych piratów rzucających się sobie do gardeł, albo załogę świętującą zwycięstwo w karczmie. Żałuję też trochę, że postaci nie są troszkę bardziej zróżnicowane – każda ma tylko jedną specjalną zdolność. Może gdyby było ich więcej…

Największą wadą gry jest… jej fabuła! Po pierwsze, znamy ją (w dużej części) z Piratów z Karaibów. Po drugie, do ostatecznej konfrontacji z Robertsem tak naprawdę nie dochodzi. Albo wykupujemy córkę gubernatora, albo zastraszamy pirata. I tyle! A gdzie pojedynek na szable i pistolety?

5 punktów przyznaję poniekąd awansem – głównie za to, że twórcy postawili na wielojęzyczność.

+Świetne karty postaci +Funkcjonalna plansza +Dobre znaczniki

+Wielojęzyczność


-Karty nie wpływają na klimat gry
-Mało satysfakcjonująca historia

Grę Pirates 2 ed.: Córka Gubernatora poleciłbym przede wszystkim graczom dojrzałym, interesującym się piractwem jako zjawiskiem historycznym (bardziej niż kulturowym) oraz osobom ceniącym sobie gry pokroju Osadników z Catanu.
Fani Hooka czy Wyspy Skarbów mogą nie być zachwyceni dużym naciskiem na handel i zmieniające się ceny towarów. Owszem, rozbudowujemy swój statek, zwiększamy ilość armat i często bierzemy udział w bitwach, ale to wszystko wydaje się być tylko dodatkiem do gry ekonomicznej (która, jak odkryliśmy, też ma swoje wady).

Wystawiam grze ocenę 4 głównie za dość długi czas konieczny na nauczenie się zasad oraz błędy w mechanice, które mogą prowadzić do znużenia graczy.

+Piractwo na poważnie – to coś nowego! +Handlowanie i łupienie sprawia frajdę

+Gra dla poważnych graczy


-Poznanie zasad wymaga dużo czasu -Pod koniec może stać się nużąca

-Gra raczej nie dla dzieci (ze względu na złożoność zasad)

Grę możecie kupić TUTAJ.

Dziękujemy wydawnictwu Kuźnia Gier za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Recenzja gry Rice Wars: Wojny Ryżowe

Obok historii feudalnej Japonii nie sposób przejść obojętnie. Samuraje, szogunowie, intrygi, wojny, a wszystko to na stosunkowo niewielkich wysepkach. W grze Rice Wars: Wojny Ryżowe wcielimy się w daimyo – władców, którzy starają się zdobyć jak największe wpływy u cesarza. Osoba, która najlepiej zadba o gospodarkę wysepki Tokuno, jednocześnie radząc sobie z rywalami, otrzyma w nagrodę całą wyspę i zaskarbi sobie szacunek u panującego nad Japonią cesarza. Jesteście gotowi? Czas dobyć katany, na plecy wrzucić wór ryżu i przegonić wrogów tam, gdzie pieprz rośnie! Oto recenzja strategicznej gry planszowej, Rice Wars: Wojny Ryżowe!

Grę możecie kupić TUTAJ.


Jak sama nazwa wskazuje, w grze Rice Wars: Wojny Ryżowe będziemy musieli zadbać o gospodarkę naszej wysepki, która to gospodarka opiera się na uprawie ryżu. Będziemy więc wysyłać chłopów, aby zbierali ryż z pól uprawnych. Dzięki odpowiedniemu rozlokowaniu naszych podwładnych będziemy otrzymywać coraz większe dochody. Musimy przy tym pilnować, by nasi rywale nie odcięli nas od regularnych dostaw ryżu, a co za tym idzie, pieniędzy. Do obrony naszych rolników wyślemy oddziały ashigaru, czyli wojowników. Naturalnie, będziemy mogli również zaatakować przeciwnika, starając się przejąć jego pola uprawne lub wyzywając go na pojedynek za pomocą ronina, czyli naszego prywatnego samuraja. Zwycięża gracz, który po określonej z góry liczbie tur będzie kontrolował najwięcej pól ryżowych.

W pudełku z grą znajdziemy mnóstwo żetonów, którymi zaznaczymy nasze jednostki, ryo, czyli pieniądze, instrukcję w trzech językach (polskim, angielskim i niemieckim), karty reprezentujące naszych daimyo oraz karty akcji i reakcji, dzięki którym będziemy mogli dodatkowo wpłynąć na przebieg rozgrywki.

Plus: Język japoński jest dla mnie zdecydowanie za trudny, ale muszę powiedzieć, że zasady gry Rice Wars: Wojny Ryżowe zrozumiałem bardzo szybko. Równie szybko doszedłem do wniosku, że mechanika gry jest dobrze pomyślana. Mamy jasno określone zasady ustawiania kolejnych jednostek, a do tego dochodzą różne zmienne w postaci kart akcji i reakcji, jak również zróżnicowanego charakteru tur, które rządzą się swoimi zasadami.

Cieszę się, że twórcy gry wzięli pod uwagę wariant gry w dwóch i więcej graczy, oferując dwustronną mapę, która odpowiednio wpływa na styl rozgrywki: mniejsza (2-4 graczy) to prawdziwy blitzkrieg, podczas gdy większa (3-5 graczy) zmusza do dobrego planowania i przemyślenia wszystkich ruchów z wyprzedzeniem. To na pewno spodoba się Minusowi, który przecież tak lubi szachy.

Nieźle się ubawiliśmy przy Rice Wars: Wojnach Ryżowych. Podczas gry szybko zorientowaliśmy się, że jest tu sporo miejsca na stosowanie rozmaitych taktyk, a także dyplomację i intrygi. Prawie nie doszło do rękoczynów z Minusem, kiedy pokonałem jego daimyo moim roninem. Gra zaskakuje, jednocześnie nie pozwalając sobie na zbyt duży element losowości. Jestem za!

Minus: W mechanice Rice Wars: Wojny Ryżowe ciężko doszukać się jakichś poważniejszych wad. Nie jestem do końca zadowolony ze sposobu prowadzenia w grze walk i pojedynków. Są emocjonujące, to prawda – odsłaniamy karty, nie wiedząc czy przeciwnik nas nie przelicytuje. Z drugiej strony przy remisie wynik rozstrzygany jest losowo. Myślę, że można byłoby to lepiej rozwiązać.

Rice Wars: Wojny Ryżowe to gra równych szans. To się chwali, ale z drugiej strony nie miałbym nic przeciwko dodaniu jakichś specjalnych umiejętności dla poszczególnych władców lub zwiększenia ilości jednostek. Ktoś mógłby nawet powiedzieć, że ta strategia to takie zaawansowane warcaby. Myślę, że (jak słusznie zauważył Plus) bliżej Rice Wars do szachów.

Bądźmy szczerzy – moje minusy to czepianie się w stylu „a co by było, gdyby”. Dlatego też nie mogę zejść poniżej maksymalnej oceny. Gratuluję Kuźni Gier!

+Przyjemna, prosta, dobrze pomyślana mechanika! +Pozwala na sporą interakcję przy stole

+Warianty rozgrywki – dla każdego coś miłego


-Nie ma się właściwie do czego przyczepić!


To, czy spodoba nam się oprawa graficzna gry Rice Wars: Wojny Ryżowe w dużej mierze zależy od tego, czy lubimy Japonię i jej historię. W grze nie zabraknie japońskich nazw i symboli. Z każdej karty i każdego żetonu możemy bez chwili wahania wyczytać, z jakimi realiami mamy do czynienia. To bardzo duża zaleta, która ma duży wpływ na budowanie klimatu. Nie znajdziemy tu mangowych oczu i tandetnych kolorów – otrzymamy za to klasyczne orientalne malowidła i grafiki.

Raz jeszcze muszę pochwalić Kuźnię Gier za to, że postanowiła wydać Rice Wars jednocześnie w trzech wersjach językowych. Z jednej strony mamy tu więc dużo większą gabarytowo instrukcję, a z drugiej umożliwia grę z kolegami spoza naszego kraju. To bardzo miłe rozwiązanie.

Nie mam nic do zarzucenia czytelności kart i żetonów. Wszystko jest na swoim miejscu, wyraźnie oznaczone kolorami. Plansza jest funkcjonalna, choć na pewno nie można nazwać jej dziełem sztuki. Najważniejsze, że spełnia swoją funkcję (no i jest dwustronna!). Cieszy mnie też obecność drewnianych znaczników. Jak wszyscy w redakcji wiedzą, jestem ich wielką zwolenniczką.

Instrukcja jest porządnie wykonana i znacznie mniejsza, niż się początkowo wydaje (przez swoją wielojęzyczność). Nareszcie ktoś pomyślał o okładce!

Niestety, Rice Wars: Wojny Ryżowe nie są pozbawione wad. Autorzy postarali się o solidną planszę i żetony, ale mówiąc brzydko „odpuścili”, kiedy zabrali się za drukowanie banknotów ryo, które równie dobrze moglibyśmy sobie wyciąć w domu ze zwykłej kartki A4. Plastikowa wkładka do pudełka nie pasuje do wszystkich elementów – wydaje mi się, że Kuźnia Gier użyła wcześniej przyszykowanej, „standardowej” wkładki. To droga na skróty, której powinni wystrzegać się wszyscy wydawcy. Moglibyśmy też przyczepić się do formatu kart, których nie można zapakować w standardowe folijki… ale to już można akurat przeboleć – Rice Wars: Wojny Ryżowe to nie gra karciana.

Na szczęście nie byłam w stanie znaleźć więcej wad. Jeśli zamierzacie kupić Wojny Ryżowe ze względu na tematykę rozgrywki lub dlatego, że interesujecie się historią Japonii, na pewno nie będziecie zawiedzeni.

+Klimatyczne karty i żetony +Czytelne elementy +Dwustronna plansza

+Wielojęzyczność


-Banknoty ryo szybko się niszczą -Wkładka do pudełka to nieporozumienie

Myślę, że Rice Wars: Wojny Ryżowe usatysfakcjonuje wszystkich fanów strategii, a więc przemyślanych taktyk i zaskakujących posunięć. Jest tu też (całkiem spora) szczypta ekonomii dla tych, którzy potrafią wyobrazić sobie rozległe pola ryżowe, zarządzanie rolnikami etc.

W Wojnach Ryżowych mamy dużo miejsca na interakcję między graczami, co bardzo korzystnie wpływa na rozgrywkę – wszyscy muszą się mieć na baczności i obserwować ruchy przeciwników, a do tego negocjować z nimi i intensywnie myśleć, jak zagarnąć dla siebie jak najwięcej, nie narażając się pozostałym.

Przyjemnie grało nam się przy użyciu kart i zróżnicowanych zasad w turach. Cieszy nas też otwartość twórców Rice Wars na różne konfiguracje graczy, wszakże nie każdy ma czterech znajomych strategów! Do rozpoczęcia zabawy wystarczy więc już tylko dwóch graczy (co nie zmienia faktu, że im więcej nas jest, tym lepiej).

Wojny Ryżowe mogą odstraszać tylko nazwą. Nawet jeśli nie lubicie Japonii (czy też ryżu), a cenicie sobie gry, które pozwalają na intensywny trening mózgownicy, nie zastanawiajcie się dłużej i dajcie tej grze szansę, bo warto!

+Gra się nie nudzi! +Szare komórki mogą się nieźle napracować

+Coś dla fanów strategii i ekonomii


-Tytuł gry niekoniecznie zachęca do zakupu

Grę możecie kupić TUTAJ.

Dziękujemy wydawnictwu Kuźnia Gier za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Jak malować figurki? Kurs dla początkujących.

Specjalnie dla Was: Artystka radzi, jak malować figurki do gry Talisman: Magia i Miecz, choć możecie zastosować tę technikę do wszystkich plastikowych miniaturek z gier planszowych i bitewnych. Mamy nadzieję, że nasz kurs przypadnie Wam do gustu!

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Dołącz do nas!

Jesteś fanem gier planszowych?
Pasjonują Cię karcianki?
Masz dużą kolekcję figurek do gier bitewnych?
A może lubujesz się w RPG?

Jeśli możesz odpowiedzieć twierdząco na którekolwiek z tych pytań, a do tego:

-Lubisz dzielić się swoimi opiniami z innymi -Masz poczucie humoru i lekkie pióro

-Chciałbyś publikować swoje przemyślenia jako redaktor nowoczesnego serwisu internetowego

-Podoba Ci się koncepcja strony OgryPlanszowe.pl

ZGŁOŚ SIĘ DO NAS!

Zespół serwisu OgryPlanszowe.pl poszukuje do współpracy osób, które byłyby zainteresowane tworzeniem wszelkiej maści artykułów na stronę, jak na przykład:

Zapowiedzi i relacje z konwentów/LARPów/Turniejów/innych wydarzeń powiązanych z grami towarzyskimi
Opinie o rynku gier planszowych/karcianych/RPG/bitewnych
Zapowiedzi nadchodzacych tytułów
Ciekawostki na temat gier towarzyskich w Internecie i na komputerach/konsolach
Filmy wideo (związane z tematyką strony)

Co gwarantujemy w zamian?

-Przyjemną atmosferę i wielu widzów (liczba odwiedzających stronę stale rośnie!) -Oficjalne miejsce w zespole Ogrów Planszowych (patrz: podstrona O NAS) -Ręcznie wykonany obrazek, która zilustruje Twoje artykuły

-Z czasem, jeśli nadarzy się okazja, możesz dołączyć do grona RECENZENTÓW i współtworzyć z nami recenzje i wideorecenzje!

NIE CZEKAJ! DOŁĄCZ DO NAS!

Napisz do prowadzącego serwis na adres cezary.albin@gmail.com

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Recenzja gry Cluedo

Jeśli nie graliście w „Cluedo”, to możemy się założyć, że nazwa tej gry przynajmniej obiła Wam się o uszy. Można powiedzieć, że to prawdziwy klasyk! Od jej pierwszego wydania (ponad 60 lat temu!) wprowadzono kilka drobnych zmian do zasad, poprawiono szatę graficzną, a w ostatniej edycji dodano nawet figurki postaci.

Czy to wystarczy? Czy „Cluedo” nadal bawi mimo swoich lat, czy też powinien ustąpić miejsca na półce innym, bardziej nowoczesnym grom planszowym? Zapraszamy do lektury recenzji!

Grę możecie kupić TUTAJ.

W „Cluedo” wcielamy się w rolę jednego z gości w posiadłości znanego profesora. Okazuje się, że gospodarz został zamordowany. Naszym zadaniem jest wskazanie mordercy, zidentyfikowanie narzędzia zbrodni, jakiego użył oraz miejsca, gdzie zabił profesora.

Choć „Cluedo” (znane też jako „Clue”) doczekało się dziesiątek wydań i wersji, od zawsze kierowało się kilkoma podstawowymi, niezwykle prostymi zasadami. W grze może brać udział od 3 do 6 graczy (w niektórych wersjach – od 2 do 6). W pudełku znajdziemy średniej wielkości planszę, pionki (lub figurki), symboliczne narzędzia zbrodni, kostki do gry i karty reprezentujące oskarżonych, narzędzia i miejsca zbrodni. Na początku rozgrywki spośród tychże kart losowana jest postać prawdziwego mordercy, miejsce i narzędzie zbrodni. Karty te ukrywamy w kopercie, zaś resztę tasujemy i rozdajemy graczom. Każdy gracz dostaje również kartkę, na której może sobie „odhaczyć” te karty, które na pewno nie mają nic wspólnego z morderstwem.

Podczas gry chodzimy po różnych pokojach i przedstawiamy hipotezy na temat morderstwa. Nasi oponenci muszą zaprzeczyć tym domysłom, przedstawiając nam sekretnie dowód na to, że są fałszywe (w postaci jednej z trzymanych przez nich kart). Kiedy myślimy, że jesteśmy w stanie wydedukować, kto, gdzie i czym zabił, rzucamy oskarżenie. Jeśli mamy rację – wygrywamy! Jeśli nie – odpadamy z gry.

Czy ta mechanika gry podoba się naszym recenzentom?

Plus: Ostatnio bawiliśmy się w dedukcję przy okazji „Agentów Molocha”, a teraz znów trzeba wysilać szare komórki! Na szczęście gra jest równie przystępna i nawet dzieci bez większych problemów zrozumieją, o co w niej chodzi. Dodatkowo zabawę ułatwiają kartki, na których możemy sobie zaznaczać, co już wiemy, a czego jeszcze nie.

Podoba mi się to, że w grze zawsze jest jakiś element niepewności. Kiedy nadchodzi nasza tura i mamy tylko kilka możliwych rozwiązań, możemy zaryzykować i oskarżyć mordercę, zanim zrobią to inni gracze. To stwarza niezbędne napięcie, które utrzymuje nas przy stole. Możemy „strzelać” dopiero od pewnego momentu, bo na początku mamy mnóstwo (ponad 300) możliwych rozwiązań!

To troszkę mało plusów. Gra nadaje się przede wszystkim dla dzieci, które dopiero wchodzą w świat gier planszowych. Na pewno będą się dobrze bawić, ale starsze rodzeństwo i rodzice powinni poszukać sobie czegoś innego. Brak uniwersalnego odbiorcy to na pewno wada, ale na pewno nie przekreśla tej gry!

Minus: W „Cluedo” grałem jako mały brzdąc, więc podszedłem do tej gry z nutką nostalgii. Wtedy miniaturowe bronie wydawały się większe, a intryga – bardziej zawiła. Teraz dochodzę do wniosku, że to gra przeznaczona dla mało wymagającej publiczności. Kartki do notowania czynią proces dedukcji banalnym. Wszystko opiera się o eliminację niewłaściwych odpowiedzi, przez to sama rozgrywka szybko się nudzi – zwycięstwo nie daje nam satysfakcji. Jeśli wygramy, nie czujemy, że przechytrzyliśmy innych graczy – po prostu albo zaryzykowaliśmy, albo oni za późno zawęzili krąg podejrzeń.

Dodatkową wadą są w sumie bezużyteczne miniaturowe bronie. Nie pełnią żadnej funkcji w mechanice rozgrywki – chyba, że nie chce nam się rozmawiać i wolimy pokazywać, czym zabito ofiarę.

Jedna rzecz, której nie mogę wybaczyć „Cluedo” to ewidentne błędy w logice. W grze opierającej się na dochodzeniu morderca powinien zdawać sobie sprawę, że zabił. Tymczasem jeśli wcielamy się w postać, która popełniła zbrodnię, musimy, tak jak wszyscy, dotrzeć do prawdy. To nie ma sensu! Morderca powinien wiedzieć, że jest mordercą i w jakiś sposób utrudniać innym wygranie gry!

Jeśli dobre przyjrzymy się planszy, zobaczymy, że niektóre postaci mają przewagę nad innymi – stoją bliżej pokoi z tajnymi przejściami. Gra powinna być wyrównana!

„Cluedo” powinno przejść na emeryturę. Po tak długiej obecności na rynku powinna być zdecydowanie bardziej dopracowana, a zasady – poszerzone. Nie daję najniższej oceny (jeszcze nie wystawiłem ZERA ani razu) tylko dlatego, że mam do tej gry sentyment.

+Łatwo wytłumaczyć zasady +Wiele możliwych rozwiązań +Końcówka gry jest emocjonująca -Uproszczony proces dedukcji -Niepotrzebne miniaturki broni -Nie wszyscy gracze mają równe szanse -Błędy logiczne

Może panowie mechanicy są niezadowoleni, ale ja nadal jestem oczarowana oprawą „Cluedo”. Wersja, którą mamy co prawda nie ma fantastycznych kolorowych figurek (można je znaleźć w nowszych wydaniach), ale plansza i miniaturki broni są bardzo ładnie wykonane i z łatwością budują klimat gry rodem z powieści Agathy Christie. Karty, którymi się posługujemy są estetyczne i czytelne – świetnie spełniają swoją funkcję.

Dodatkowym elementem, który rzadko występuje w grach planszowych jest historyjka, która wprowadza nas w realia gry. Jest dobrze napisana i pomaga nadać głębszy wymiar temu, co robimy na planszy. Historia i ewentualne motywy poszczególnych goście/podejrzani również są pokrótce opisane, co często prowadzi do zabawnych komentarzy i dyskusji przy stole. Powinnam też wspomnieć o tym, że imiona postaci są bezpośrednio połączone z kolorami pionków (lub figurek – w nowszych edycjach): Żółtkowski, Zieliński, Śliwiński… To bardzo fajny pomysł.

Jedynym minusem edycji, w którą graliśmy jest brak figurek (dlatego upewnijcie się, że znajdują się w wersji, którą kupujecie – jest dostępna np. w naszym sklepie!).

Mimo upływu lat nadal jestem pod wrażeniem „Cluedo” i chętnie wracam do posiadłości Czarneckich, by rozwiązać kolejną zagadkę.

+Świetnie wykonana plansza +Czytelne karty +Wiele wersji gry dostępnych na rynku +Instrukcja pomaga budować klimat

-W niektórych edycjach brakuje figurek postaci

Nasi recenzenci są podzieleni co do tego, czy podoba im się „Cluedo”. Rozwiązywanie kryminalnej zagadki może być ekscytujące, zwłaszcza jeśli przeczytamy klimatycznie napisaną instrukcję, ale z drugiej strony zasady gry są bardzo uproszczone. Naturalnym odbiorcą „Cluedo” są więc dzieci, ale czy powinniśmy polecać grę o morderstwie (razem z narzędziami zbrodni) dla nieletniego odbiorcy?

Osobiście myślę, że najmłodsi i tak wystawiani są na mnóstwo treści „nieodpowiednich” dla ich wieku, a mimo to ich zachowanie nie ulega zmianie. Dlatego komiksowo wydane „Cluedo” nie jest wcale gorsze od bajek z Cartoon Network czy wieczornego wydania wiadomości, a do tego potrafi dostarczyć szkrabom dużo zabawy.

+Walory artystyczne +Proste zasady -Niedopracowana mechanika -Zbyt wiele uproszczeń w rozgrywce

Grę możecie kupić TUTAJ.

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Ogry ruszyły!

Wynurzliśmy się  z przytulnych jaskiń, opuściliśmy bezkresne stepy, przemierzyliśmy lasy i doliny i… wreszcie jesteśmy w internecie! Nasz zakręcony zespół podejmie się opisania najróżniejszych gier planszowych, które można zdobyć w sklepach na terenie naszego kraju.
Chcemy iść z duchem czasu, dlatego postanowiliśmy przygotowywać dla Was wideorecenzje – filmiki na youtube, w których będziemy przedstawiać wam grę, opowiadać o jej plusach i minusach oraz wykonaniu graficznym. Już niedługo na stronie (i w serwisie YouTube) pojawi się pierwszy z tych filmików.
Zapraszamy do oglądania!

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Gry komputerowe a gry planszowe – porównanie

Historia, tradycja, wyobraźnia

Gry komputerowe zdominowały dzisiejsze czasy. Jest to oczywiście spowodowane rozwojem technologii, lecz czy to jedyny powód? Możemy też mówić, że to już nie
to pokolenie; o pokoleniu pozbawionym własnej wyobraźni. Coś w tym jest, jednakże porównajmy ze sobą te dwa odmienne światy.

Oczywiście wszyscy są zgodni co do tego, który z rodzajów rozrywki był pierwszy. Gry planszowe sięgają w swoją historię głęboko, aż do cywilizacji mezopotamskiej.

Takie gry były często ulubionym sposobem na urozmaicenie czasu wśród królewskiego i szlacheckiego rodu. Wymagały użycia wyobraźni, myślenia strategicznego, a także opanowania i rozwagi. Niewiele się zmieniło przez te (ponad) cztery tysiące lat, może poza tym, że kiedyś gry były bardzo drogie: koszt jednej z nich często dorównywał kosztowi pełnej zbroi rycerskiej.

Przejdźmy do sedna sprawy. Współcześni autorzy gier komputerowych mogą dać nam wszystko to, co oferują planszówki, oprócz dwóch głównych cech. Pierwszą z nich jest właśnie użycie wyobraźni. Tak, słyszałem o edytorach przygód do najróżniejszych gier, pozwalających stworzyć własną historię. I co z tego, jeżeli wciąż jesteśmy ograniczeni przez silnik gry i to, co nam narzucili twórcy? Świat, który jest nam zaoferowany (mówię tu o grach cRPG), daje nam czasem możliwość „wyboru” w różnych sytuacjach. Zaraz, napisałem wyboru? To, co w rzeczywistości zrobiłaby postać, w którą się wczuwamy, jest ograniczone do tego, co mamy w opcjach dialogowych.

Postęp, prostota, komunikacja

Co zatem przemawia za tak wielką popularnością gier komputerowych? Przede wszystkim właśnie powszechność komputera oraz sklepów oferujących gry na tę maszynę. Planszówki zostały przez wielu uznane za oldskul, wręcz za gatunek na wymarciu, mimo że chyba każdy miał z nimi w swoim życiu jakąś styczność. Według mnie, spowodowane jest to niewielką, wręcz znikomą czytelnością wśród młodych. Zaryzykuję także stwierdzenie, że większość dzisiejszej młodzieży musi mieć wszystko podane na tacy, najlepiej o jak najprostszym przekazie.

Oczywiście wiele gier planszowych zostało zaadaptowanych do świata komputerowego. Są to głównie gry RPG, ale też wariacje Sudoku, szachów, warcabów itd., w które ludzie często grają, gdy potrzebują relaksu. Koronnym przykładem adaptacji gry RPG na cRPG jest, oczywiście, gra Neverwinter Nights, która została oparta o system właśnie gry towarzyskiej, stworzonej w świecie fantasty: Dungeons & Dragons. Drugim przykładem takiej gry jest osławiony Warhammer. Obydwie te gry zdobyły sobie rzesze fanów, którzy sprawili, że nie widać końca adaptacji komputerowych tych tytułów. Najambitniejsi fani wypuszczają dla pozostałych graczy darmowe moduły i kampanie, dzięki którym nadają takim grom status wiecznie żywych.

W tym miejscu bardzo długo zastanawiałem się, czy konieczność grania z więcej niż jedną osobą jest zaletą, czy też może wadą. Zaproponowanie wspólnej „rundki” w jakąś planszówkę jest współcześnie niekonwencjonalnym, jednakże genialnym sposobem na „przełamanie lodów”. W większości przypadków, do sensownego pogrania w grę planszową potrzeba dwóch lub więcej graczy, co może być problemem. Niemniej jednak granie z „Tadkiem”, „Gienią”, „Jadzią” i „Stasiem”, daje o niebo więcej frajdy niż granie z „zabojca123, „hahahadeadpwnd”, „megakiller473” i z „xx_Assassin_Xx”.

Kolejnym punktem przemawiającym za grami komputerowymi jest ich cena. Są często znacznie tańsze od naprawdę dobrych gier planszowych. Tym bardziej, że gry komputerowe z biegiem czasu stają się tańsze, np. grę, która w dniu wydania kosztuje 120 zł, po 3 latach można spokojnie dostać za około 20 zł. Grywalność nie zmienia się z czasem, a różnica w portfelu – zauważalna. Na dowód moich słów porównam dwie (kultowe) gry wydane w 2008 roku.

Gry wydane w tym samym roku. Różnica w cenach – pokaźna.

Nauka i zabawa vs. natychmiastowa frajda

Planszówki mają wiele walorów edukacyjnych, których ze świecą szukać wśród gier komputerowych. Są to między innymi: umiejętność odgrywania roli, a co za tym idzie, szkolenie w sobie aktorstwa (ba, mam nawet kumpla w szkole aktorskiej, u którego często gra się z nauczycielami w takie gry), umiejętność płynnej konwersacji, szybkiego i stanowczego dokonywania wyboru. Ponadto gry towarzyskie świetnie organizują wolny czas. Organizują, a nie niweczą, jak w przypadku gier komputerowych.

Z pewnością na korzyść gier rozgrywających się w przestrzeni wirtualnej wpływa fakt, iż możemy rozpocząć, summa summarum, wciągającą i dającą przyjemność rozgrywkę praktycznie od zaraz. I możemy zagrać od razu z wieloma, ba, milionami innych graczy z całego świata.

Kolejnym elementem, który odróżnia gry komputerowe od planszowych jest to, że w komputerze mamy możliwość zapisania i wczytania stanu gry. I w tym punkcie wahałem się co do tego, czy taka opcja jest wadą, czy raczej zaletą. Z jednej strony gracz wyciąga konsekwencje ze swojego błędu i uczy się na nim, a po wczytaniu wcześniejszego stanu gry już takiego błędu nie popełnia. Z drugiej strony gracz nie ponosi konsekwencji swojego czynu, szczególnie, gdy są one bardzo niekorzystne. Parę kliknięć myszką i takiego zdarzenia nie było, biorę inną opcję.

Jak to pożenić?

Podsumowując, obydwa rodzaje gier są doskonałym sposobem na zagospodarowanie wolnego czasu. Jedne to robią w lepszy sposób, drugie w sposób gorszy. Naczytałem się naprawdę multum komentarzy ze strony fanów gier planszowych na temat gier komputerowych. Z reguły mówiły one o absolutnym braku wyobraźni takich graczy, a same gry komputerowe określały mianem żałosnych podrób i chłamu.

Fani gier komputerowych kontratakowali głównie stwierdzeniami o wymarciu gier planszowych, rozrywce żadnej przyszłości. Obydwie strony mają w pewnym sensie rację, ale fakt jest faktem: sklepy sprzedające planszówki, jeżeli nie zbankrutowały, to sprzedały swój biznes na rzecz czegoś innego. Nie znaczy to jednak, że nie można ich nigdzie dostać lub znalezienie partnera do gry jest niemożliwe. Przykład? Jeśli grasz w gry komputerowe przez Internet z kumplami, od których dzieli Cię niewielka odległość, to naprawdę polecam wam pograć wspólnie w gry planszowe, karcianki lub RPG. Nie zawiedziecie się.

-Vilence