Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Co nas czeka?

Jesteście ciekawi, co zrecenzujemy w najbliższych tygodniach? Przekonajcie się!

Najpierw na stół recenzencki trafią dwie gry przygotowane przez Kuźnię Gier. Pierwsza z nich to Pirates 2 ed: Córka gubernatora, w której wcielimy się w kapitanów pirackich statków napadających na okręty kupieckie, plądrujących bogate plantacje i handlujących cennymi przyprawami, a wszystko to po to, by ocalić piękną córkę gubernatora przed losem gorszym od śmierci.

Następnie zajmiemy się grą Rice Wars: Wojny Ryżowe – strategią osadzona w klimatach feudalnej Japonii, w której będziemy musieli zadbać o dobry rozwój naszej gospodarki, jednocześnie konkurując i walcząc z innymi graczami.

Trzecia w kolejce jest gra wydana przez Egmont pod tytułem Piraci: Karaibska Flota. Czy prawdziwi korsarze powinni ostrzyć sobie na nią haki? Czy okaże się lepsza od propozycji Kuźni Gier? Czyj statek podbije Karaiby? Postaramy się to ocenić!

Zapraszamy do odwiedzania naszej strony, bo będzie się działo!

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Gry RPG – z czym to się je?

Moja przygoda z grami RPG (zwanymi też fabularnymi) rozpoczęła się od prostych historyjek opowiadanych przez mojego brata, dzięki którym mogłem wcielić się w wybraną postać – mówiąc, co robi w danej sytuacji. W ten sposób akcja toczyła się dalej…

Czym są gry RPG?

Grę fabularną możemy porównać do snucia opowieści i przedstawienia teatralnego, ponieważ zawiera obydwa te elementy. Jest to interaktywna rozgrywka, przy której używa się wyobraźni. Spośród graczy (przeważnie 3-4) tworzących drużynę wyłania się Mistrza Gry (MG), głównego narratora przedstawiającego tło, wydarzenia, bohaterów niezależnych. Pozostali gracze wcielają się w wybrane przez siebie postacie świata przedstawionego – to oni wymuszają akcję – opowiadają o tym, co robią. Możemy porównać to do opowieści, bowiem rozgrywana jest pewna historia, scenariusz lub całkowicie improwizowana opowiastka.
Przypomina to przedstawienie teatralne ze względu na to, że każdy z graczy musi dobrze odegrać postać – sprawia to, że gra jest realna i przyjemna. Zapewne gangster nie będzie przesiadywał w bibliotece w poszukiwaniu informacji, a stary profesor będzie trzymał się z dala od sportów ekstremalnych. Odegranie czynów i zachowań jest pierwszorzędne przy dobrej grze fabularnej.

Oczywiście, nie wszyscy będą chcieli wymyślać co sesję (tak nazywa się wspólna gra) nowe realia, dlatego Mistrzowie Gry mogą posłużyć się pomocą w postaci dostępnych na rynku podręczników. Aktualnie oferta księgarń jest szeroka – każdy znajdzie system odpowiadający swoim zainteresowaniom. Gra może toczyć się w różnych konwencjach: science fiction, fantasy, horroru, post-apokalipsy itd.

Czego potrzeba do gry?

Aby wspomóc rozgrywkę, korzysta się z kart gracza, na których zapisuje się m.in. imiona, cechy, ekwipunek, a każdy eRPeG (z ang. Role Playing Games) posiada indywidualną mechanikę.

W czasie gry (zależnie od MG) będziemy zmuszeni rzucać kostkami (z odpowiednimi modyfikatorami), co zwiększa emocje i pozwala na wykonanie różnorakich testów (czy mamy szczęście w danej sytuacji, czy jesteśmy wystarczająco uzdolnieni, by sprostać jakiemuś zadaniu, czy trafimy przeciwnika itd.)

Jednak największą zaletą gier RPG jest ich prostota! Jadąc pociągiem (albo zawsze wtedy kiedy nam się nudzi) wystarczy znaleźć paru kompanów i rozpocząć fascynującą przygodę: tym razem u podnóża egipskich piramid poszukując złotego posążka, kiedy indziej – w przestrzeni kosmicznej na pokładzie statku, który został wytrącony z kursu i zmierza w kierunku słońca.

Aby przenieść się w ten świat, potrzebujemy tylko wyobraźni i nawet stukot kół pędzącego pociągu (na pewno nie PKP) nie będzie nam przeszkadzał.

Gry komputerowe a gry „na żywo”

Warto wspomnieć o tym, że w dzisiejszym cybernetycznym świecie wiele osób zapomina, czym naprawdę są gry RPG i dla wielu z was zapewne ten termin nasuwa myśl o komputerze. Rozszyfrujmy więc skróty związane z grami, których akcja toczy się na naszym monitorze:

cRPG– są to gry komputerowe o rozbudowanej fabule i mechanice rozwoju postaci
MMORPG – gry online podobne do tych powyżej, z tą różnicą, że bierze w nich udział nawet kilka tysięcy osób jednocześnie – ich postacie możemy spotkać, rozmawiać z nimi, handlować i oczywiście walczyć.

Warto pamiętać o tym rozróżnieniu. Mimo wszystko jestem zdania, że tych tradycyjnych gier fabularnych, toczących się przy spotkaniu w oko w oko, nic nie zastąpi!

Najciekawsze systemy

Na rynku możemy znaleźć kilkadziesiąt systemów, ja przedstawię te najważniejsze. Warto wspomnieć, że do wielu z nich fani przygotowują własne scenariusze, które publikują w internecie. W cudzysłowach znajdziecie słowa wypowiedziane przez bohaterów tych gier tuż przed tym, jak spotkało ich coś paskudnego.

Zew Cthulhu
„Mówię wam: ten potwór nie jest wcale taki straszny…”

RPG w konwencji Horroru na podstawie opowiadań pisarza Howarda Philipsa Lovecrafta. Cieszy się dużą popularnością, zwłaszcza tych, którzy chcą poczuć zimny pot na plecach.
Można kupić podręcznik specjalne dla Badaczy Tajemnic (graczy) oraz Strażnika Tajemnic (Mistrza Gry).

GRA DO KUPIENIA TUTAJ

Dungeons and Dragons
„Rozbijmy tutaj obóz… „

Jeden z najstarszych systemów, wydany w 1974 roku. W świecie fantasy możesz przemierzać 3 różne krainy, a nad wszystkim panuje Mistrz Podziemi. Wydano mnóstwo podręczników z zasadami, mechaniką, bestiariuszami i scenariuszami. Każdy znajdzie coś dla siebie.

GRA DO KUPIENIA TUTAJ

Neuroshima
„Dlaczego ten pies ma 3 głowy…?”

W konwencji postapokaliptycznej dla fanów Mad Maxa! Stworzony przez Polaków, warto.

GRA DO KUPIENIA TUTAJ

Cyberpunk 2020
„Mówię wam: ze mną jest 20 niewidzialnych wojowników…”

W klimacie… cyberpunka: dla spragnionych nowych technologii.
8 podręczników po Polsku w przystępnej cenie.

GRA DO KUPIENIA TUTAJ

Dzikie Pola
„Poświeć pochodnią, gdzieś tu stała beczka prochu…”

Pamiętacie Pana Wołodyjowskiego? Dzikie Pola to fascynująca gra fabularna rozgrywana w Polsce szlacheckiej.

GRA DO KUPIENIA TUTAJ

Świat Mroku
„Mam złoty miecz na takie wampiry jak wy!”

Odwieczna walka ze złem w klimacie horroru. Dla tych, którzy lubią zabijać wilkołaki i inne potwory.

GRA DO KUPIENIA TUTAJ

Warhammer Fantasty Role Play
„Trochę za duży jak na goblina…”

Możesz mieć grę komputerową, bitewniaka no i oczywiście RPGa!
Bogaty świat fantasy dla graczy spragnionych przygód!

GRA DO KUPIENIA TUTAJ

-JAnosik

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Recenzja gry Wiochmen: Wesele

Na hasło polska wieś każdy mieszczuch wyobraża sobie pola zaorane pod zszarzałym niebem i bohaterów „Wesela” Wyspiańskiego. Termin polska wiocha to już zupełnie co innego. Czerwone, spuchnięte od alkoholu twarze, bijatyki i pijatyki, disco w remizie i błędy w wymowie najprostszych słów. Wszystkie te elementy postanowiło zebrać do kupy (a może raczej – do obornika?) wydawnictwo Kuźnia Gier i zaserwować je nam w postaci surrealistycznej planszówki , która ocieka ironią i żartami niepoprawnymi politycznie.

Czy każda partia Wiochmena: Wesele zasługuje na poprawiny, czy też po rozgrywce pozostanie nam tylko ciężki kac? Zapraszamy do zapoznania się z recenzją!

Grę możecie kupić TUTAJ.

Wiochmen: Wesele to nie pierwsza gra osadzona w przerysowanych realiach polskiej wsi. Gracze mieli już okazję poskakać w gumofilcach w Wiochmenie, Wiochmenie 2 i Wiochmenie: Rejser.

W pudełku znajdziemy niewielką planszę, zestaw pionków, sporo kart, kostkę i… plastikowy kieliszek. Właściciel kieliszka (tzw. luzer – gracz, któremu najgorzej idzie) zaczyna turę.

Jak sam tytuł wskazuje, w Wiochmenie: Wesele bierzemy udział w suto zaprawianej alkoholem imprezie, rozgrywającej się w remizie strażackiej i jej okolicach. Nie kierujemy jednak poczynaniami państwa młodych – wcielamy się w weselników, którzy chcą się po prostu dobrze bawić. A ponieważ najlepiej tańcować i pić w towarzystwie, za zadanie stawiamy sobie znalezienie jak największej czeredy, czyli jak najliczniejszej grupy zwolenników. Za każdego z nich otrzymamy punkty, które zadecydują o naszym zwycięstwie. Dodatkowo, nasi nowi przyjaciele będą mogli nam dopomóc w dalszych staraniach – każdy posiada bowiem wyjątkowe umiejętności.

O ile zjednywanie sobie weselników stoi w Wiochmenie: Wesele na pierwszym planie, nie jest to jedyna rzecz, jaką możemy się zajmować. Podczas rozgrywki będziemy chodzić po planszy (każdy obszar w otoczeniu remizy pełni jakąś funkcję) i stosować zawarte na kartach zagrywki, które ułatwią nam grę lub utrudnią ją przeciwnikowi. Jeśli zechcemy, możemy wyzwać innego gracza na tzw. solo. Jeśli uda nam się go przegadać lub powalić, wygrywamy. Warto wspomnieć, że zarówno o wyniku solo, jak i zjednywania weselników, decydują statystyki naszych postaci i rzut kością.

Kiedy nastaje świt, gracze podliczają zebrane punkty i dodają ew. bonusy (Im więcej zbierzemy gości tego samego rodzaju [np. kobiety, bogacze], tym większe mamy szanse na wygraną). Ten, kto ma najwięcej punktów, wygrywa!

Trzeba oddać Wiochmenowi, co wiochmeńskie: Pod żartobliwą oprawą kryje się całkiem rozbudowana gra! Mamy zróżnicowane karty zagrywek, wielu weselników o unikalnych umiejętnościach, no i planszę, po której trzeba umieć się odpowiednio poruszać – nie możemy wchodzić byle gdzie. Te trzy elementy wespół z różniącymi się od siebie kartami postaci łączą się w grę, przy której nie tylko będziemy się dobrze bawić, ale i myśleć. Warto wspomnieć o tym, że karty zagrywek można w dowolnym momencie wykorzystać w alternatywny sposób – jako walnięcie bani (napicie się wódki). Dzięki takiemu zabiegowi nasze statystyki wzrastają, ale możemy się upić i zaliczyć zgona, co nigdy nie wygląda dobrze w towarzystwie – za to otrzymujemy punkty wstydu, które odejmujemy od ostatecznego wyniku pod koniec gry. Wszystko jest tu logicznie wyjaśnione, karty i zasady trzymają się kupy. No i… ciężko się nie zastanowić nad tym, czy ten kieliszek w zestawie jest aby na pewno tylko dla ozdoby. Co prawda instrukcja o nim nie wspomina, ale… starsi gracze na imprezie z pewnością skuszą się na dodanie jeszcze jednej zasady do gry. Mechanika ma tak wiele zalet, że nie potrafiłbym przyznać Wiochmenowi – Wesele oceny innej niż maksymalna.

Z kolei ja nie potrafię zapomnieć o tym, że mimo klarownej, rozbudowanej i logicznej rozgrywki, w Wiochmenie funkcjonuje niezbyt pociągający mnie element losowości. Ciągnięcie kart i wymienianie ich jest jak najbardziej do przyjęcia, ale rzucanie kostką w stylu gry Talisman już niekoniecznie.

Trochę mi szkoda, że twórcy gry postanowili zaryzykować jedynie w kwestii tematyki gry, a nie pokusili się o jakieś innowacyjne rozwiązania – wszystkie elementy rozgrywki już gdzieś widzieliśmy w tej czy innej formie.

Gra może i nie nadaje się na turnieje, ale partyjka Wiochmena: Wesele na imprezie na pewno rozluźni atmosferę i rozbawi uczestników.

+Wiele elementów wpływa na przebieg rozgrywki +Wielofunkcyjne karty zagrywek +Tematyka kart jest ściśle powiązana z zasadami

+Kieliszek… hmm…

-Brak odkrywczych elementów
-Kostka wprowadza mało pożądaną losowość

Gra Wiochmen: Wesele była dla mnie naprawdę trudnym orzechem do zgryzienia. Z jednej strony mamy niezwykle pomysłowe, przezabawne satyryczne obrazki, które trzymają równy, wysoki poziom, a z drugiej – nieporęczną, wyginającą się planszę na cieniutkiej tekturce. Z jednej strony mamy porządnie zredagowaną, okraszoną humorem i obrazkami instrukcję, a z drugiej – pudełko, które rozpada się jeszcze zanim zostało rozpakowane. Do tego dochodzą jeszcze wygięte karty postaci, kostka żywcem wyjęta z lat 80. i pionki jak do chińczyka. Mimo tych, zdawałoby się, licznych niedociągnięć, nie jestem w stanie oprzeć się urokowi obrazków na kartach, porządnego rozmieszczenia poszczególnych elementów na każdej z nich i dobrych ikonek. Wiochmen: Wesele jest jak zabłocona suknia ślubna – piękna, zwiewna, przyciągająca uwagę, wywołująca uśmiech… ale jednak zabłocona. Następnym razem radzę wydawcy troszkę mniej oszczędzać na materiałach. Słoma z butów – stopom lżej (i wygodniej).

+Fantastyczne obrazki
+Dobrze zaprojektowane karty
+Bardzo dobrze przygotowana instrukcja

-Kostka i pionki jak z PRL-u
-Bardzo słabe materiały, z których wykonana jest plansza i karty postaci

Poważnych i doświadczonych graczy Wiochmen: Wesele może odstraszać swoją tematyką. Zupełnie niepotrzebnie! Gra się w to świetnie, zwłaszcza w gronie 3-4 graczy. Różnorodność możliwych do zastosowania taktyk i ilość zmieniających grę zagrywek i weselników sprawia, że do tej remizy będziemy wracać niejednokrotnie.

Jest natomiast jedna sprawa, którą muszę poruszyć: w grze poruszane są tematy seksu, alkoholizmu, przemocy etc., które w mojej skromnej opinii nie powinny interesować dzieci. Nie chcę wychodzić na konserwatystę czy męską zakonnicę, ale po prostu nie mogę przyznać grze oceny maksymalnej, ponieważ ograniczenia wiekowe (od 12 lat) wg mnie są za mało restrykcyjne – zwłaszcza z plastikowym kieliszkiem wódki, który aż się prosi o wypełnienie.

Polecam Wiochmena: Wesele wszystkim tym, którzy chcieliby złapać trochę dystansu do otaczającej ich rzeczywistości i zabawić na wiejskim weselu bez strachu przed utratą zębów i/lub cnoty.

+Wciągająca rozgrywka

+Wiele możliwych taktyk

+Świetna zabawa +Klimat jedyny w swoim rodzaju

+Do tej gry chce się wracać!

-Gra nie powinna być dostępna dla dzieci

Grę możecie kupić TUTAJ.

Dziękujemy wydawnictwu Kuźnia Gier za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Współpraca

Oferujemy liczne możliwości współpracy z naszym zespołem dla sklepów i wydawnictw zajmujących się grami planszowymi i karcianymi, w tym:

-Wideo-recenzje -Artykuły sponsorowane -Afiliacja -Wideo-sprawozdania z eventów -Banery

-Reklamy przed recenzjami

DLA PRZYSZŁYCH REDAKTORÓW

Od niedawna prowadzimy także nabór osób chętnych do pomocy przy pisaniu artykułów na stronę.

Jeśli jesteś zainteresowany naszą ofertą lub masz inną propozycję, napisz na adres cezary.albin@gmail.com

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Od dziś oceniamy inaczej!

Z myślą o naszych drogich czytelnikach postanowiliśmy wprowadzić zmiany do systemu oceniania, aby stał się on bardziej czytelny, a ocena końcowa w pełni odzwierciedlała naszą opinię o grze.
Dotychczas każdy z recenzentów wystawiał ocenę od 0 do 3, gdzie 0 oznaczało 0 punktów, ale 1 – już 2 punkty, 3 – 4 punkty, a 3 – 4 punkty. Powstało wiele nieporozumień, a procentowa ocena na końcu wydawała się być przypadkowa.

Od tej pory oceniamy w sposób następujący:

Każdy recenzent wystawia ocenę od 1 do 6. Każdej ocenie odpowiada wartość procentowa.
1 – 0% – Gra nie powinna zostać wydana ze względu na rażące niedociągnięcia.
2 – 20% – Podczas rozgrywki zauważyliśmy poważne wady, które bardzo ją utrudniają.

3 – 40% – Gra jest daleka od ideału, ma nieliczne zalety.

4 – 60% – Tytuł ma w sobie „to coś”, ale parę rzeczy można jeszcze poprawić.

5 – 80% – Gra zasługuje na uwagę, miło spędza się przy niej czas.

6 – 100% – Pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się gracza.

Z procentów wyciągamy średnią i wystawiamy ocenę od 1 do 10 z możliwością dodania 0,5.

Przykład:

Oceny 6, 6, 5, 4 = (100% + 100% + 80% + 60%)/4= (1 + 1 + 0,8 + 0,6)/4 = 3,4/4 = 0,85 = Ocena końcowa 8,5 na 10

Kto co ocenia?

Przypominamy, że każdy recenzent stara się skupiać się na „swojej działce” i odpowiada na pytania:

Plus – mechanika rozgrywki: Czy gra się płynnie? Czy rozgrywka jest zbalansowana? Czy wprowadza coś nowego?

Minus – wady mechaniki rozgrywki: Czy twórcy mechaniki w jakimś momencie się potknęli? Czy bardzo utrudnia to rozgrywkę?

Artystka – oprawa gry: Czy graficy napracowali się nad grą? Czy jest czytelna? Czy instrukcja jest dobrze napisana?

Prowadzący – satysfakcja z rozgrywki: Dla kogo jest przeznaczona gra? Czy będzie się w nią grać przyjemnie po kilku pierwszych rozgrywkach?

Mamy nadzieję, że nowy system oceniania przypadnie wam do gustu! Już jutro ukaże się pierwsza recenzja w nowym systemie!

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Recenzja gry Prêt-à-Porter

Gry ekonomiczne cieszą się dużą popularnością wśród bardzo określonego typu graczy: najczęściej są to ludzie stąpający twardo po ziemi, umysły ścisłe, przyszli studenci szkół ekonomicznych. W tytułach typu Monopoly lub Eurobusiness uczymy się, jak należy zarządzać gotówką i inwestycjami, by zdominować konkurencję w naszym kapitalistycznym świecie.

Prêt-à-Porter wydany przez Portal stara się poszerzyć target gier ekonomicznych poprzez skoncentrowanie się na świecie… mody. Wybór to może nietypowy, ale na pewno odważny. Czy dzięki tej grze przy planszówkach zasiądzie więcej kobiet sukcesu? Czy pora wymienić siwiejącego dziadka z Monopoly na Top Modelkę? Przekonajmy się!

Grę możecie kupić TUTAJ.

Ilość graczy: 2 do 4 (w internecie można znaleźć wariant gry dla 5 graczy)
Czas gry: 60-90 minut (pierwsze gry – ok. 30 minut dłużej)

Przyjemnym dla ucha tytułem Prêt-à-Porter (czyli ubrania „gotowe do noszenia”) gra prawdopodobnie nawiązuje do budzącego skrajne reakcje filmu Altmana. W świecie mody termin ten oznacza po prostu ubrania, które można kupić w sklepie, bez konieczności zamawiania ich u krawca. Po zapoznaniu się z regułami gry można dojść do wniosku, że jej nazwa jest poniekąd przewrotna, ponieważ jako przedsiębiorcy wchodzący w świat mody będziemy czuwali nad każdą fazą przygotowania strojów, od projektowania przez znalezienie właściwych materiałów po promocję w postaci pokazów mody. Dopiero, gdy nasze stroje będą miały swoją „premierę” na wybiegu, będziemy mogli pomyśleć o ich sprzedaży. Właśnie wtedy staną się tak naprawdę prêt-à-porter dla szerszego odbiorcy.

Podczas rozgrywki będziemy mogli kupować i rozbudowywać budynki, zatrudniać i doszkalać pracowników, oraz negocjować i przedłużać kontrakty. Wszystkie te elementy przysłużą się nam na różnych etapach. Przykładowo, dobry księgowy obniży comiesięczny koszt utrzymania firmy, a kontrakt z firmą budowlaną pozwoli nam na darmowy zakup sklepu firmowego, który z kolei będzie nam przynosił regularne dochody. Każdy z graczy będzie mógł wykonać ograniczoną ilość takich akcji na turę, więc swoje decyzje trzeba dobrze przemyśleć.

Plus: Nie mam głowy do liczb, więc początkowo nie byłem pewien, czy sobie poradzę z opanowaniem rozgrywki, ale okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Nie sumujemy w Prêt-à-Porter abstrakcyjnych liczb, ale po prostu liczymy pieniądze – a kto tego nie lubi?

Muszę przyznać, że niespodziewanie dużą przyjemność sprawiło mi inwestowanie w coraz to nowe możliwości rozwoju firmy. Zabrzmi to trochę naiwnie, ale naprawdę czułem, że podpisane przeze mnie „kontrakty” są rzeczywistymi dokumentami, a moi „pracownicy” to coś więcej niż tylko karty z tekstami.

Jestem zwolennikiem tur równoległych, więc w tej materii Prêt-à-Porter także mnie nie zawiódł. Stawianie pionków na planszy (i tym samym wyznaczanie priorytetu na działanie w danej strefie) potrafi być naprawdę ekscytujące. Czy nasz przeciwnik zabierze nam spod nosa naszego wymarzonego pracownika, czy też skusi się na coś innego?

Interakcja między graczami jest w moim odczuciu wystarczająca. Nie zabijamy sobie pracowników, nie podpalamy budynków, nie pozywamy siebie do sądu – za to konkurujemy na ilość zebranych żetonów public relations, trendów i ilości projektów. Musimy umieć przewidzieć, czy nasz oponent pójdzie w jakość czy ilość – w jakich aspektach możemy go przebić. To naprawdę interesujące! Prêt-à-Porter zaskakuje swoim dojrzałym podejściem do aspektów ekonomicznych i strategicznych.

Minus: Zgadzam się z moim przedmówcą. Mechanice Prêt-à-Porter nie można wiele zarzucić. Mamy karty, które przydadzą się każdemu, a także takie, które ważne są przy określonych zagraniach i taktykach. Niestety, jest też parę (stosunkowo niewiele) mało interesujących przykładów – pracownicy, których nikt nie zatrudni, budynki, których nikt nie kupi, kontrakty, których nikt nie podpisze. Ale czy nie odzwierciedla to czasem realiów rynku? Biznesmen może podjąć zarówno złe, jak i dobre decyzje. Dlatego ciężko uznać to za wadę gry.

Podczas rozgrywki odkryliśmy, że z kredytów na rozwój firmy korzysta się niezwykle rzadko, mimo że bank zajmuje ważne miejsce na planszy. Możliwe, że celowo unikaliśmy tej opcji, bo baliśmy się spłacać procenty i oddawać odsetki… ale naprawdę ciężko jest popaść w długi. Myślę, że warto zastanowić się nad delikatną modyfikacją tego elementu w przyszłych wydaniach gry.


+Krótki czas oczekiwania na swoją kolej +Wiele możliwości rozwoju firmy +Ekscytująca rozgrywka +Wiarygodne przedstawienie elementów ekonomicznych +Czujemy, że konkurencja depcze nam po piętach -Gra nie zachęca do brania kredytów w banku

Każda kobieta wie, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Prêt-à-Porter pod tym względem nie zawodzi. Bardzo ładne pudełko ze świetnymi przegródkami na karty i inne elementy, ciekawa plansza zawierająca dużo informacji, instrukcja z ilustracjami, dużo kart, fajne kolorowe kostki symbolizujące materiały, porządnie wykonane żetony, zabawne papierowe pieniądze…

Diabeł może ubierać się u Prady, ale w tym przypadku – tkwi w szczegółach. Wystarczy bliżej przyjrzeć się planszy, by zauważyć trzy poważne niedociągnięcia. Każda z kart w grze ma swój kolor – pracownicy są niebiescy, budynki – brązowe, a kontrakty – białe. Tymczasem na planszy miejsca przeznaczone na te karty są brązowe dla pracowników, a niebieskie dla budynków. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak twórcy gry mogli tego błędu nie zauważyć – zwłaszcza, że pola pod kontrakty pasują kolorystycznie do kart. Na planszy umieszczono „ściągę” z zasadami rozpatrywania miesięcy wystawowych dla różnej ilości graczy. Przydatna sprawa! Szkoda tylko, że najpierw podane są instrukcje dla dwóch, potem dla czterech, a następnie dla trzech graczy. Czemu nie ułożyć tego w odpowiednim porządku (2-3-4 albo 4-3-2?) Kolejna sprawa to ilość pól pod pionki dla różnej ilości graczy. Pola są cztery, ale w instrukcji znajdziemy tylko zasady umożliwiające korzystanie z trzech z nich. Jeśli chcemy korzystać ze wszystkiego, co jest na planszy, powinniśmy poszukać w Internecie instrukcji dla pięciu graczy. Dziwi mnie, że twórcy gry nie zamieścili tych zasad w instrukcji papierowej, ale na planszy umieścili coś, z czego bez dostępu do sieci skorzystać nie można.

Karty są wykonane solidnie. Łatwo odróżnić jedną od drugiej. Łatwo również zorientować się w symbolach, które się na nich pojawiają. Szkoda tylko, że twórcy nie postarali się o lepsze pokazanie strojów, które szyjemy. Są one przedstawione w bardzo oszczędny, chciałoby się powiedzieć – uproszczony – sposób. A szkoda – w końcu to gra o świecie mody! Jeśli się czegoś spodziewamy po pudełku, to ładnych ilustracji! Troszkę denerwująca jest też mała czcionka na kartach – trzeba je czytać z bliska, a to irytuje, zwłaszcza, że co turę każdy gracz musi zapoznać się z dziewięcioma nowymi kartami.


+Ładne, funkcjonalne opakowanie +Estetyczna plansza +Dobre żetony -Poważne błędy w rozplanowaniu elementów planszy -Niezbyt piękne projekty ubrań -Mała czcionka na kartach

Długo się zastanawialiśmy, dla kogo przeznaczony jest Prêt-à-Porter. Teoretycznie w grę można grać od 10 lat. Czy nastolatki zakochane w programie Top Model znajdą tu to, czego szukają? Niekoniecznie – modelki to w Prêt-à-Porter nie charyzmatyczne i piękne gwiazdy, ale zwykli pracownicy, a proces tworzenia projektów ogranicza się do ich „zaklepania” i znalezienia odpowiednich materiałów. Poza tym poziom trudności gry może okazać się zbyt wysoki. Czy tematyka gry przyciągnie koneserów gier ekonomicznych? Jeśli tak, to raczej zainteresują się nią kobiety. A szkoda. Prêt-à-Porter to bardzo dobrze przygotowana gra, opracowana przez profesjonalistów. Obawiam się jednak, że znalezienie znajomych chętnych do rozegrania partii może przysporzyć nam sporo problemów.

Jako Ogry Planszowe nie mamy nic przeciwko grom niszowym, ale w naszej opinii Prêt-à-Porter jest nieco zbyt niszowe, co przełożyć się może na niskie zainteresowanie ze strony graczy. Mimo to gorąco zachęcamy do spróbowania swoich sił. Gra na pewno sporo nauczy osoby marzące o założeniu własnej firmy, nawet jeśli nie będzie to biznes związany ze światem mody. 90 minut gry mija naprawdę szybko, a napięcie rośnie w miarę zbliżania się do ostatniej tury. Warto!

+Niespodziewanie wciągająca
+Uczy więcej niż Monopoly

-Nie każdy będzie chciał w to zagrać -Gra może być za trudna dla młodszych graczy

Grę możecie kupić TUTAJ.


Dziękujemy wydawnictwu Portal za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Nowa wersja strony gotowa!

Przedstawiamy Wam nowe Ogry Planszowe!

Idziemy z duchem czasu. Postanowiliśmy odświeżyć wygląd naszego serwisu i uczynić go bardziej nowoczesnym.

Na stronie głównej, na ruchomym banerze zobaczycie pięć najnowszych aktualizacji. Poniżej macie dostęp do najnowszych artykułów, recenzji, aktualności ze świata gier i informacji na temat zmian na stronie. W górnym menu możecie zajrzeć do naszego sklepu i działu z recenzjami – wszystko jest posegregowane alfabetycznie w dwóch kolumnach – w pierwszej mamy gry planszowe, a w drugiej – gry karciane, RPG etc.

Postaramy się pisać więcej artykułów nie będących recenzjami. Dlatego też stworzyliśmy specjalny dział, w którym będziecie mogli zapoznać się z naszymi tekstami i o nich z nami podyskutować.

Mamy nadzieję, że przypadnie Wam do gustu!

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Zapowiedź gry planszowej Wojna o Pierścień

Wydawnictwo Galakta specjalizujące się w lokalizowaniu zagranicznych gier planszowych (w tym większości bardzo znanych tytułów spod skrzydeł Fantasy Flight Games) niechętnie dzieli się nimi z recenzentami. Można łatwo domyślić się, skąd wzięła się taka polityka firmy, więc pozostawimy to bez komentarza.  Tak czy inaczej, Galakta chętnie dzieli się swoimi planami wydawniczymi z serwisami o grach planszowych. Niedawno dotarła do nas informacja o przygotowywanej premierze gry Wojna o Pierścień.

Muszę zaznaczyć, że poprzednia edycja gry War of the Ring wydana przez Fantasy Flight games jest w tym momencie niedostępna w większości sklepów z grami planszowymi. Nakład się skończył, prawa do gry przejęło Ares Games i dlatego szykuje się nam kolejna edycja.

W przygotowanej notce prasowej czytamy:

Pokaż »

Wydawnictwo Galakta ma przyjemność poinformować o nawiązaniu współpracy z włoskim wydawnictwem Ares Games, w wyniku której już w przyszłym roku ukaże się polska wersja językowa drugiej edycji gry War of the Ring, czyli Wojny o Pierścień.

Wojna o Pierścień to gra dla dwóch do czterech graczy oparta na bestsellerowej trylogii „Władca Pierścieni” autorstwa J.R.R. Tolkiena. Podczas rozgrywki w Wojnę o Pierścień gracze biorą udział w zmaganiach armii Wolnych Ludów, wspieranych przez odważnych członków Drużyny Pierścienia i mrocznych zastępów Cienia, z potężnymi Sługami Czarnego Władcy na czele.

Autorami gry są: Roberto Di Meglio, Marco Maggi oraz Francesco Nepitello, natomiast za oprawę graficzną odpowiada John Howe.

Premiera polskiej edycji Wojny o Pierścień zaplanowana jest na wiosnę przyszłego roku, równocześnie z premierami niemiecką, hiszpańską oraz włoską.

Polska edycja Wojny o Pierścień przygotowywana jest ze współpracy z wydawnictwem Ares Games. Wydawnictwo Ares powstało w 2011 roku i za zadanie stawia sobie przygotowanie najlepszych hobbystycznych gier planszowych. Pierwszą grą, która ukaże się nakładem tego wydawnictwa jest druga edycja wielokrotnie nagradzanej Wojny o Pierścień.

Wygląda na to, że wiosną fani Władcy Pierścieni raz jeszcze będą mogli stoczyć walkę z Mordorem w stylu klasycznego Ryzyka (urozmaiconego, rzecz jasna) i wysłać Jedyny Pierścień tam, gdzie jego miejsce.

Pytanie brzmi: Czy w dzisiejszych czasach potrzebujemy polskich wersji gier, które zwykle dostępne są po angielsku? To temat na dłuższą analizę, której podejmę się w moim następnym artykule.

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Recenzja gry Veto Konfrontacja

„Veto” to dla niektórych świętość. Mówi się o niej jako naszej rodzimej odpowiedzi na zachodnie TCG, CCG i LCG. Nie da się ukryć, że w Polsce karcianka ta doczekała się ogromnej rzeszy fanów.

Zwolennicy „Veto” z otwartymi ramionami witają kolejne dodatki. Słyszeliśmy w redakcji opinie, że poznanie tej gry to nasz patriotyczny obowiązek.

Jak jest naprawdę? Czy „Veto” jest w stanie przeciwstawić się gigantom takim jak „Magic: The Gathering” i „Warhammer: Inwazja”? Przekonajmy się!

Grę możecie kupić TUTAJ.

„Veto” to gra osadzona w realiach XVII-wiecznej Rzeczpospolitej. Co ciekawe, obok historycznych postaci i rodów napotkamy w niej licznych bohaterów literackich, a nawet osobistości wykreowane specjalnie na potrzeby gry.

Do tej pory ukazało się mnóstwo dodatków i zestawów startowych „Veto”. Z jednej strony to fenomenalnie, bo jest z czego wybierać, ale z drugiej nowicjusz może się bardzo łatwo zgubić. Co kupić na początek? Na szczęście, wydawnictwo Kuźnia Gier wyszło naprzeciw nowym graczom i stworzyło specjalnie dla nich dodatek „Veto Konfrontacja”.

W pudełku znajdziemy dwie gotowe do gry talie, garść żetonów i instrukcję. Wybierając jedną z talii (nazywanych w grze „kredensami”) stajemy na czele rodu starającego się o zdobycie królewskiej korony. W przypadku „Konfrontacji” mamy do wyboru domy Wiśniowieckich i Radziwiłłów.

Aby zdobyć tron, musimy znaleźć sposób na wygranie wyborów. Ale jak przekonać do siebie wyborców? Możemy bawić się w marketingowców i reklamować swojego kandydata, ale równie dobrze możemy udowodnić słabość drugiego rodu poprzez staczanie (i wygrywanie) spektakularnych pojedynków. Jeśli nie bawi nas przelewanie krwi, możemy próbować unikać walki, upijając i ośmieszając wroga. Istnieje też możliwość sprowadzenia samego elekta, który ułatwi nam zwycięstwo. Ale uwaga! Jeśli nasz kandydat zginie, tracimy szansę na wygraną!

Plus: Witam waćpaństwa! Oj, jak ja lubię klimatyczne gry! Tak wiele soczystych, wprowadzających w realia zwrotów. Lafa, kredens, dwór. Szable w dłoń! Za króla!

Minus: A pomyślałeś chociaż o tych, którzy nie lubią Sienkiewicza i mają zagrożenie z historii?

Plus: Jak nie lubisz czytać, obejrzyj sobie „Ogniem i Mieczem”. Posłuchaj muzyki Krzesimira Dębskiego. Te bębny!

Minus: Muzyka może sobie lecieć w tle, ale co jest w tej grze dla ścisłego umysłu?

Plus: Jako fan TCG powinieneś to wiedzieć. W „Veto Konfrontacja” jest mnóstwo miejsca na liczenie. Liczysz głosy wyborców, liczysz monety w skarbcu, liczysz…

Minus: To jest matura na poziomie podstawowym. Ja chcę poziom rozszerzony.

Plus: No właśnie! Przede wszystkim musisz decydować, co i w jakiej kolejności wystawiasz. Wystarczy, że masz jedną postać gotową do działania. Co robisz? Wyzywasz kogoś na pojedynek, czy czekasz na wyzwanie? Używasz zdolności postaci, przynosisz jej ekwipunek czy nakłaniasz wyborców do głosowania na twojego Elekta? Możliwości jest mnóstwo. Ta gra nie jest tak prosta, jak ci się wydaje.

Minus: No właśnie. Zasady gry wydają mi się nie najlepiej opisane. Myślę, że można byłoby się postarać o lepszą instrukcję. Poza tym mylą mi się znaczki używane do określania umiejętności. Replika? Drobiazg? Czyn? Zaznacz? Odznacz?

Plus: Im dłużej grasz, tym lepiej rozumiesz zasady. Nie spodziewasz się chyba, że będziesz mistrzem za pierwszym razem. A jeśli mowa o zasadach: jeśli coś jest niejasne, możesz wejść na forum gry veto lub spytać fanów na Facebooku. Naprawdę mnóstwo osób gra w tę grę! Bardzo fajnie, że fani mają gdzie poznawać się i umawiać na pojedynki i turnieje.

Minus: Zgoda. Nie lubię grać samemu. Jako fan szachów muszę przyznać, że kręci mnie głębia taktyczna ukryta w grze. Ale martwi mnie to, że rozgrywka toczy się dość powoli. Mimo wszystko to gra karciana. Wolę tempo MTG lub Warhammera: Inwazji, gdzie ciągle coś się dzieje, a armie potworów wspomagane magią walczą o dominację nad światem…

Plus: Tak, nie znajdziesz w „Veto” elementów fantasy, ale za to otrzymujesz naprawdę niepowtarzalny świat i bardzo klimatyczne karty. Gra nie jest krótka, ale nie brakuje w niej emocji! Myślę, że spokojnie może konkurować ze współczesnymi grami TCG, CCG i LCG. I jeszcze jeden plus – karty idealnie mieszczą się w standardowe folijki używane do wielu popularnych karcianek. Gratuluję wydawnictwu tego wyboru! A jeśli zmęczy cię gra tymi samymi kartami, bez problemu możesz wyposażyć się w pakiety losowych kart i zestawy startowe różnych rodów. Każdy z nich ma swoich bohaterów, swoje taktyki i swoje sposoby na wygranie gry.

+Głębia taktyczna
+Klimatyczne karty
+Wielu fanów
+Liczne dodatki
+Zróżnicowane frakcje

-Mało przejrzysta instrukcja
-Dość wolne tempo w porównaniu do innych karcianek

Cześć! Muszę przyznać, że odetchnęłam z ulgą, gdy przyjrzałam się grze po usłyszeniu komentarzy Plusa i Minusa. Z radością stwierdzam, że polscy artyści i graficy nie ustępują twórcom zagranicznym.

Obrazki na kartach są dość różnorodne, wykonane przez wielu artystów. Jedne są wspaniałe, inne całkiem niezłe, ale bez wątpienia trzymają klimat sarmackiej Rzeczpospolitej i dostarczą wiele radości graczom i kolekcjonerom.

Muszę pochwalić grafików za dobranie odpowiednich kolorów i czcionek oraz za świetne wyczucie przy rozmieszczaniu informacji na kartach. Dzięki temu łatwo się zorientować, z jaką kartą mamy do czynienia i bardziej skupiamy się na grze, a mniej na tym, by znaleźć coś na karcie. Cieszę się, że twórcy nie poszli na łatwiznę i postarali się o wyraźne wizualne oddzielenie od siebie różnych rodzajów kart (dzięki temu od razu rozpoznajemy Moderunek, Posesję, Postać etc.). Cieszy fakt, że nawet rewers kart jest estetycznie wykonany.

Pudełko gry „Veto Konfrontacja” z zewnątrz wygląda dobrze, ale wykonane jest z tanich materiałów, więc raczej nie nadaje się do częstego przewożenia talii.

Największe zarzuty mam do żetonów. Myślę, że mogłyby być lepiej wykonane. Kreski (głosy) są w miarę w porządku, ale monety wydają się najmniej przemyślanym elementem gry. Denerwujący jest sposób liczenia monet – jeden żeton na karcie frakcji oznacza 10 monet, a żeton poza nią – 1 monetę. W teorii brzmi to dobrze, ale w praktyce sprowadza się to do żonglerki monetami i odrywa graczy od rozgrywki. Proponowałabym dwa rodzaje monet – jedne o większej wartości, inne – o mniejszej, albo po prostu – więcej monet!

+Świetne obrazki na kartach
+Przejrzysta grafika kart

-Żetony nie dorównują kartom

„Veto Konfrontacja” to świetne wprowadzenie do wielkiego świata „Szlacheckiej Gry Karcianej” i choć początkowo możecie mieć drobny problem z zapamiętaniem zasad, na pewno wciągniecie się w niesamowitą atmosferę sarmackiej Polski i razem z Michałem Wołodyjowskim (a może Kmicicem?) doprowadzicie do koronacji swojego elekta. Fani fantasy i dynamicznej walki mogą być zawiedzeni, ale gra oferuje bardzo wiele emocji i interesujących, oryginalnych rozwiązań.

+Dorównuje karciankom zagranicznym pod względem wykonania i poziomu strategii

+Rzesza fanów +Unikalny pomysł i klimat

+Wzbudza zainteresowanie historią

-Chaotyczna instrukcja -Stosunkowo powolna rozgrywka

-Drobne niedoróbki graficzne

Grę możecie kupić TUTAJ.

Dziękujemy wydawnictwu Kuźnia Gier za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Kategorie
Bez kategorii

Ogry Planszowe. Gry planszowe – recenzje, artykuły, sklep z grami planszowymi. – Recenzja gry planszowej Ryzyko (Risk)

Przyszła pora, by zmierzyć się z kolejnym tytanem planszowej rozgrywki. Niezmiernie popularna, przechodząca liczne metamorfozy i wariacje gra Ryzyko (znana też jako Risk) wreszcie zawitała na łamy Ogrów Planszowych. Czy to dobry wstęp do gier strategicznych? Czy rozgrywka jest tak samo przyjemna jak przed laty? Przekonajmy się!

Najnowszą wersję gry możecie kupić TUTAJ.

Historia gry Risk (Ryzyko) sięga drugiej połowy lat 50. XX wieku. Zasady zostały opracowane przez francuskiego reżysera, Alberta Lamorisse’a. Oryginalny tytuł to La Conquête du Monde, czyli „Podbój Świata”. Czyżby autor gry tęsknił za czasami Napoleona, czy też po prostu podobała mu się epickość przedsięwzięcia, jakim jest wojna totalna? Podczas gry w Ryzyko zasiadamy nad mapą świata (podzieloną na kilkadziesiąt pól) i wcielamy się w (maksymalnie sześciu) dowódców wojskowych, którzy stają przed konkretnymi zadaniami (przejąć odpowiednie pola, odpowiednią ilość pól, całe kontynenty, czy po prostu wyeliminować z gry innych graczy).

Naturalnie żaden generał nie angażuje się w walkę bezpośrednio – do naszej dyspozycji zostają oddane wielkie armie plastikowych figurek, których używamy do obrony naszych terytoriów lub najeżdżania na tereny zajęte przez przeciwnika. Walka rozstrzygana jest za pomocą rzutu kośćmi. Co turę otrzymujemy posiłki, które możemy rozstawić w strategicznie ważnych miejscach. Jak widzicie, bardzo łatwo jest wyjaśnić, o co w Ryzyku chodzi. Czyżby podbój świata był rzeczywiście taki łatwy?

Plus: Pudełko z Ryzykiem pamiętam jeszcze z czasów wczesnego dzieciństwa. Stało na półce w nieistniejącym już sklepie Hit i robiło na mnie ogromne wrażenie. Na okładce – kawaleria szarżująca prosto na mnie! W środku – setki pionków i wielka plansza!

Kiedy już dostałem tę grę, byłem zachwycony i choć nie do końca spodobały mi się zasady (przede wszystkim – rozstawianie armii na losowych terytoriach), bardzo szybko zacząłem z kolegami opracowywać własne scenariusze. Podobał mi się system wymiany mniejszych jednostek na większe – każdy chciał mieć kawalerię zamiast piechurów, każdy wolał mieć artylerię zamiast kawalerii.

Z czasem jednak zrozumiałem, że nie tędy droga. Aby zwyciężyć, należało myśleć taktycznie i dobrze rozlokowywać swoje siły. Nie atakować pochopnie, bronić się, kiedy wymagała tego sytuacja. Mogę powiedzieć, że ta gra nauczyła mnie logicznego myślenia, jednocześnie dostarczając mi mnóstwo rozrywki dzięki emocjonującym walkom na kości.

Piszę z perspektywy małego chłopca, bo teraz, kiedy jestem starszy, bawią mnie gry bardziej skomplikowane. Nie zmienia to faktu, że do gry Ryzyko (Risk) mam duży sentyment.

Minus: Podobnie jak u Plusa, nazwa Risk (czy też Ryzyko) porusza dla mnie strunę, która przenosi mnie w krainę dzieciństwa i nostalgii. Jak Plus słusznie zauważył, losowe rozlokowanie jednostek, choć ma sens w mechanice rozgrywki, jest nie do wyjaśnienia jeśli chodzi o „fabułę” gry, jaką sobie wymyślamy. Dziwna jest sytuacja, gry losowe kraje (lub regiony) wyłamują się, by toczyć walkę (czasem skazaną na porażkę) z przeważającymi siłami wroga. W grze dla dwóch graczy ma to jeszcze sens (patrz: II Wojna Światowa), ale przy rozgrywce w sześć osób wywołuje to wrażenie wszechobecnej anarchii.

Jako dorosły zwolennik gier strategicznych muszę ostrzec starszych graczy przed sporą losowością gry Risk. Oczywiście, podejmujemy istotne decyzje (jak to,czy zająć jakiś kontynent by otrzymać więcej posiłków), ilość rzucanych kości ma swój wewnętrzny sens i mamy możliwość wprowadzenia własnych zasad, ale jednak trochę to dla mnie za mało jak na dzisiejsze realia.

+Proste zasady
+Uczy logicznego myślenia
+Mechanika ma swój wewnętrzny sens
-Niektóre warianty rozgrywki są nieprzemyślane
-Duża losowość

Ryzyko to gra o skali iście monumentalnej. Setki figurek, mapa świata… do tego kilkanaście różnych wersji gry. Czego chcieć więcej? No właśnie… ciężko jest zrecenzować grę, którą wydawano tyle razy. To prawie jak Monopoly!

Niestety, wiele współczesnych wersji, choć wykonane są z dobrych materiałów i zazwyczaj z estetyczną planszą, nie zawiera osławionych plastikowych figurek. Zastąpione zostają za to strzałkami lub kwadracikami. Być może firma Hasbro chciała nadać grze bardziej „poważny” charakter, ale w mojej opinii wyszło to Ryzyku na gorsze. Dlatego też zachęcałabym do przyjrzenia się wydaniu, z którym mamy do czynienia przed jego zakupem.

Wersja gry Ryzyko, w którą graliśmy (wydana przez wydawnictwo Parker, do obejrzenia na wszystkich zdjęciach) ma już swoje lata, ale plastikowe pionki nadal robią wrażenie. Oczywiście nie można oczekiwać, że będą wykonane na poziomie figurek z Talismana, ale wg mnie doskonale spełniają swoją funkcję.
Instrukcja do gry jest trochę zawile napisana, co dziwi przy tak prostych zasadach. Plansza jest dość czytelna, ale przez to traci nieco na „klimacie”, tak świetnie zbuowanym przez wielką, wspaniałą ilustrację na pudełku. Sytuacji nie poprawiają też bardzo oszczędne w formie (choć czytelne) karty misji i posiłków.

+Dużo kolorowych figurek!
+Pudełko jak z obrazka
+Klimat epickiej rozgrywki
-Uwaga na nowe wersje ze strzałkami zamiast figurek!

-Plansza i instrukcja mogłyby ładniej wyglądać -Karty mogłyby być nieco bardziej kolorowe

Ze względu na swoją losowość Ryzyko przypadnie do gustu raczej młodszym graczom i, nie ukrywajmy tego, głównie chłopcom. Gra nauczy ich rozsądnego myślenia i racjonalnego podejmowania decyzji, jednocześnie pobudzając ich wyobraźnię i zachęcając do kreowania własnych scenariuszy. Może też być wprowadzeniem do świata gier strategicznych, które oferują o wiele bardziej rozbudowaną mechanikę rozgrywki.

Kiedy pisałem tę recenzję, naszła mnie pewna refleksja. Popularność gry takiej jak Ryzyko (Risk) nie powinna nikogo dziwić. Jest łatwa do opanowania i może sprawić frajdę chłopcom, którzy od niepamiętnych czasów bawią się w wojnę. Motyw podboju i obrony terytorium jest, niestety, zakorzeniony w naszej kulturze, a walka o dominację to niemalże instykt i naturalna potrzeba wszystkich gatunków zamieszkujących naszą planetę. Chociaż oczywiste jest, że bez konfliktów i brutalnych starć byłoby nam lepiej, są one nieodłącznym elementem naszego codziennego życia. Dlatego też w mojej opinii prowadzenie fikcyjnych bojów przy pomocy plastikowych figurek jest tym samym, co „wojna”, w którą chłopcy lubią bawić się na podwórku. Czy nie lepiej zasiąść przed planszą i uczyć się logicznego myślenia, niż strzelać do siebie z plastikowych broni?

+Ponadczasowy charakter gry
+Uczy i bawi
+Walki mogą sprawiać frajdę młodszym odbiorcom
+Dobre wprowadzenie do gier strategicznych
-Starsi gracze i dziewczyny wybiorą inne gry

Najnowszą wersję gry możecie kupić TUTAJ.